Jak polutowałem nagrzewnicę w moim Land Cruiser

Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 
Kategoria: Spawanie i spawalnictwo Utworzono: czwartek, 06, czerwiec 2013

Cześć
Nie cierpię takich sytuacji, wyobraźcie sobie jedziecie z rodziną do domu, do pokonania jeszcze 120 km i nagle przestaje działać ogrzewanie w samochodzie, a na zewnątrz mróz -8 stopnie. Dzieciaki marzną żona narzeka ja cały zestresowany. Dobrze, że należący do mnie Land Cruiser HDJ 80 ma 2 nagrzewnice i wysiadła ta z przodu a tylnia działała, więc jakoś dotarliśmy. Na drugi dzień kobieta smarka i dzieciaki też zaczęło brać. Wobec tego sunę do mechanika i rozbieramy cały kokpit praca na kilka godzin, przy okazji kilka zaczepów plastikowych się popsuło (ani chybi same się popsuły). No, ale w porządku nagrzewnica wygrzebana a w środku tyle brązowo-rudej mazi brudu, że zgroza. Płukałem to cały dzień, wlewałem kwas solny i sodę, udało się oczyścić do tego oczywiście kilkukrotne czyszczenie całego układu chłodzenia. Jak wiele tam było brudu takiej rdzawo-brunatnej mazi, upatruję, że uprzedni właściciel pragnął uszczelnić chłodnicę i dodał najogromniejsze przekleństwo z dodatków do samochodu, jakie człowiek mógł wymyślić.

- uszczelniacz do chłodnic, ten gnój oblepił ścianki wewnątrz układu chłodzenia i stąd mój problem.

Ale to nie finał. Okazało się, że nagrzewnica ma popękane obydwie rurki, wlotowy i wylotowy, myślę, że w takim razie ktoś wlał to świństwo. Jak wyczyściłem nagrzewnice to dało się zobaczyć te rysy na rurkach mosiężnych. A jeszcze wtrącę, że dawniej w samochodzie cały czas było czuć zapach płynu chłodniczego, ale nie wiedziałem, co może być przyczyną teraz już wiem.


No i obecnie kłopot, co robić? Nowa nagrzewnica cena kosmiczna jak większość oryginalnych części do Land Cruisera ( mój rocznik 1994 HDJ 80), na allegro szukałem, ale nie znalazłem zresztą nawet to, jaką miał bym gwarancję, że wsio z nią było by ok. No i tu zdecydowałem wziąć sprawę w swoje ręce, ponieważ moim hobby jest odlewnictwo rekonstrukcyjne min. sprzączek do pasów średniowiecznych, i jedną z technik w calej tej zabawie jest lutowanie twarde, więc. Wytrawiłem obydwa króćce kwasem lutowniczym, zmatowilem włókniną szlifierską, odpaliłem mój super palnik perun, lut srebrny w rękę i cheja. Na polutowanie zużyłem prawie całą laskę lutu srebrnego różowego. Lutowałem lutem 25 procent srebra, potrzebuje on trochę większej temperatury, ale można nim zalewać szersze szczeliny niż lutami o wyższej zawartości srebra tymi niebieskimi żółtymi i zielonymi. Tam jest srebra 30 45 procent czyli bardzo dużo.

Efekt był wspaniały, oprócz tego, że zalałem szczeliny to wzmocniłem jeszcze kolanka na zgięciu, mechanik jak zobaczył nagrzewnicę to wyraźnie widziałem, że był lekko zszokowany, na początku mi odwodził lutowanie, jako bardzo niepewne. Ale ja wiem, że taki lut srebrny jest nadzwyczaj trwały, odporny na korozje i tak dalej.

Po zmatowieniu wszystkiego do kupy jeszcze raz parę godzin, zalaliśmy chłodnicę zwykłą wodą (na szczęście była odwilż ) i pojeździłem z ta wodą dwa kwadranse. Potem wylałem ją i tak parę razy. Na koniec zalałem płynem chłodniczym.

Jakie to nadzwyczajne odczucie siedzieć w samochodzie z sprawnym ogrzewaniem.

Odsłony: 1569